prawdopodobnie same bzdury
RSS
środa, 05 grudnia 2018
Grudzien w Warszawie

Cztery i pol dnia w Warszawie. Przylecialam z opoznieniem i z grypa. Nikt na mnie nie czekal bo mama myslala, ze przylatuje dzien pozniej. Nie spotkalam sie z przyjaciolmi, nie poszlam na Zimna Wojne, nie zobaczylam ani kawalka miasta poza droga z i na lotnisko i bardzo na szybko Galeria Mokotow. Co zrobilam? Przesiedzialam glownie u mamy na kanapie kurujac grype. Wydalam z mama proszony obiad dla rodziny. Uaktualnilam system operacyjny w mamy komputerze, przedluzylam jej prenumeraty wyborczej i polityki, i uczylam ja obslugiwania swierzo przez nia nabytego smartfona. Ja sie na nauczycielke nie nadaje i chemii pomiedzy mistrzem (trzynia) a uczniem bylo malo. Nie bede sie wdawala w szczegoly ale czarno widze przyszlosc wspolpracy mamy ze smartfonem. Upralam firanki, zreperowalam wyrwane dzwiczki w bioreczku, urwana klamke, wymienilam przepalona zarowke, zamowilam plyn z lanolina do prania dywanow, wymienilam w roznych urzadzeniach pare setow starych baterii. Poza tym obejzalam gazylion wiadomosci z tvn i pokiwalam glowa nad niezsychronizowanymi wypowiedziami prezyndencika na Barborke i premierka na szczyt zmniejszanie emisji w Katowicach. 

Wnioski: czuje sie jakbym przebiegla maraton z grypa. Okropnie tesknilam za Szanownym i moim zrownowazonym zyciem. Nigdy wiecej nie jade chora do Warszawy. 4.5/24 z mama nie robi mi dobrze na glowe.

18:50, krysiai
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 listopada 2018
11 listopada

Amerykanski prezydent pomylil adresy. Powinien zamiast do Paryza pojechac do Warszawy. Czytam gazety i zastanawiam sie nad kolem historii. Zakonczenie pierwszej wojny swiatowej obudzilo demony, ktore po dwudziestu latach zaowocowaly druga wojna. Madre slowa prezydenta Francji. A w Warszawie rzad paraduje (wlasciwie to polaczyl sie) z polskimi nacjonalistami i wloskimi faszystami. Pilsudski  przewraca sie w grobie.

13:18, krysiai
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 września 2018
Puszka Pandory ciag dalszy

 Wczoraj dzien wolny po dyzurze. Piekny, sloneczny, pachnacy jesienia dzien. Wszytko co zaplanowalam udalo sie pozalatwiac, wrocilam szczesliwa do domu, usiadlam przeczytac gazete i w tym momencie przyszedl tekst od przyjaciol od nurkowania, z ktorymi spotykamy sie w polowie pazdziernika na lotnisku w Singapurze. Miejsce gdzie planowalismy nurkowac przez dwa tygodnie przestalo istniec. Trzesienie ziemi i fala tsunami wywolana tym trzesieniem, zmyla nasz wakacyjny nurkowy hotel. Trzesienie ziemi i tsunami w okolicy Palu na wyspie Sulawesi w Indonezji pochlonelo, na obecna chwile, okolo 400 ofiar i zniszczylo infrastrukture z zatoce i wzdluz wybrzeza. Kolejna, niewyobrazalna tragedia. Nie do przewidzenia, nie do ogarniecia. Uswiadamiajaca nam, ze natura nie liczy sie z niczym.  Mysle o miejscu, w ktorym mialam byc i nie bede. Powinnam sie cieszyc, ze lut szczescia i tak dalej, ale nie potrafie.  Siedzielismy dzisiaj po poludniu i przerezerwowalismy wakcje. W  przyszlym tygodniu wyjezdzamy. Najpierw Australia a potem nadal Indonezja, nadal nurkowanie. Jestem okropnie zmeczona i bardzo, a to bardzo tych wakacji potrzebuje. 

 

00:32, krysiai
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
Puszka Pandory

Moje zycie jest generalnie poukladane, nudne i nie obfituje w dramaty. Dokladnie tydzien temu, mniej wiecej o tej porze wyruszylismy na lotnisko. W planie weekend na Mazurach. Z jakichs sobie tylko wiadomych powodow otworzyla sie puszka Pandory. Lot do Warszawy byl z powodu deszczu opozniony dwie i pol godziny. U mojej mamy wyladowalismy kolo pierwszej w nocy. Najpierw musialysmy sobie pogadac i spac poszlam bardzo jak dla mnie po czasie. W Warszawie byl upal. W piatek rano postanowilam szybko, przed wyjazdem na Mazury, zainstalowac update systemu operacyjnego w mamy komputerze. "Szybko" zajelo trzy godziny, w czasie ktorych Szanowny dostal migotania przedsionkow, a moja mama minela sie kuzyneczka, ktora pojechala odebrac z pociagu na Centralny. Nawigacja wyslala nas przez las i pola ale szczesliwie udalo nam sie dotrzec nad jezioro przed burza, na ktora sie po drodze zaczelo zbierac. Dom przyjaciol zastalismy zamkniety. Okazalo sie, sa w Olsztynie bo ich miniaturowa jamniczka postanowila rano zaatakowac wilczurke sasiadow. Wilczurka sie odgryzla i sprawa sie skonczyla u weterynarza. Nad jeziorem rozszalala sie burza. Przyjaciele wrocili z pogryzionym psem. Szanowny poszedl sie zdrzemnac,  ja usiadlam z przyjaciolka pogadac o starych polakach, a jej maz udal sie do najblizszego miasta po prowiant. Wrocil dwie godziny pozniej bez portfela. Zastrzezenie kart, dowodu osobistego, telefon z banku, ze portfel sie znalazl (co prawda bez gotowki, ktora w nim byla). Poszlismy spac. W sobote padal do popoludnia deszcz. Mama zadzwonila zebysmy sprawdzili w internecia dojazdy do Waszawy bo z soboty na niedziele bedzie cwiczona defilada na dzien wojska polskiego. Sprawdzilismy i wyszlo na to, ze nie mamy sie czym przejmowac. W sobote po poludniu poszlismy pochodzic po lesie, a potem, wieczorem nad jeziorem rozszalala sie kolejna burza, ale szybko przeszla i usiedlismy z Szanownym (ktoremu przeszlo migotanie przedsionkow) i bez przyjaciol (pojechali po raz kolejny do weterynarza) do ogladania spadajacych gwiazd. Niebo bylo piekne z perseidami i mleczna droga. W niedziele, po kawie, pojechalismy do Warszawy. Bez przygod, korkow, wojskowych defilad, po obiedzie u mamy wsiedlismy do samolotu i planowo wyladowalismy w Amsterdamie. Puszka Pandory sie zamknela. 

Pies ma sie lepiej i wyglada na to, ze przezyje. Mama obrazila sie na mnie za caloksztalt. Moje zycie wraca do normy. I bardzo, a to bardzo potrzebuje wakacji. Jeszcze poltora miesiaca. 

18:53, krysiai
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 czerwca 2018
Pelnia ksiezyca

Ksiezyc, szczegolnie ten w pelni uwielbiam. W zdjeciach Szanownego jest przepiekna fotografia ksiezycowej pelni z Indonezji. Czytam czasami bloga Luci z dziennikow i jak bumerang powraca u niej temat wplywu pelni ksiezyca na zachowanie ludzi, a w szczegolnosci jej osobistego Wlocha. Nigdy sie nad pelnia ksiezyca w tym kontekscie nie zastanawialam. Do ostatniego wtorku. Kolega z kardiologii urzadzil mi karczemna awanture dokladnie o niewinnosc. Chociaz on by sie ze mna oczywiscie nie zgodzil. Awanture (patrz jego podniesiony glos) i komentarze co on mysli o oddziale anestezjologii slyszalo cale pietro naszego trzyskrzydlowego szpitala. Powiedzialam mu, ze nie mam ochoty sluchac jego krzykow i ze w ten sposob nie bedziemy sie komunikowac, odwrocilam sie na piecie i poszlam sobie tam gdzie musialam pojsc. Poczekalam dwa dni zeby przyszedl ze mna porozmawiac i mnie przeprosil. Cisza. Napisalam wiec obyczajnego maila do wszystkich zainteresowanych z wyjasnieniami i propozycjami zmian w procedurach. Kolega odpowiedzial prawie natychmiast nadal mieszajac mnie i moj oddzial z blotem. Ciag dalszy nastapi. A ja zastanawiajac sie co koledze odbilo doszlam do wniosku, ze musi to miec cos wspolnego z pelnia ksiezyca. W Amsterdamie lato, upal i niebieskie niebo. Pelnia ksiezyca byla do ogladania w calej swojej krasie. 

18:41, krysiai
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 czerwca 2018
Matury

Matury w Holandii odbywaly sie dwa tygodnie temu ale od wczoraj znane sa ich wyniki. W tybylczych szkolach wychowawcy obdzwaniaja dzieciaki zeby je uprzejmie poinformowac czy zdaly czy nie. Po telefonie z pozytywna wiadomoscia delikwent wywiesza przez okno na kiju szkolna torbe i flage narodowa zeby sie pochwalic przed calym swiatem zdaniem matury. Wlasnie wrocilam do domu mokra od deszczu do tak zwanych niewymownych. Pedalujac przez moja wies zakonotowalam obok tubylczych flagi Szwajcarii, USA, UK, Brazylii i teczowa flage wiadomo czyja. Maturzysci wyjada za pare dni na poludnie, na greckie i hiszpanskie plaze, gdzie beda sie bawic do upadlego. Na naszej wsi zapanuje na troche spokoj. A ja ide oddawac sie piciu wina przeciwko przeziebieniu i czytaniu gazet.

17:49, krysiai
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 maja 2018
Majowka

W pierwszy majowy weekend zawitaly do Amsterdamu dwie blogowo/internetowe kolezanki. Pogoda zapowiadala sie przepiekna wiec w piatek po pracy pognalam ile sil w nogach do knajpy nad rzeka, gdzie wiedzialam, ze i szparagi i dobre wino i ewentualne miejsce na tarasie sa potencjalnie do zdobycia. Potem jak Rejtan bronilam stolika i czterech krzesel czekajac na J. ktora przylatywala z Londynu i M, ktora jechala samochodem z Kolonii. Stolika upilnowalam. J. pojawila sie pierwsza i siedzialysmy sobie gadajac do osmej wieczor, kiedy na dwie minuty zapadla tradycyjna dla 4 maja cisza w celu wspominania ofiar wojny. Za kazdym razem jest to interesujace doswiadczenie. Rozgadane towarzystwo zamarlo i cisza byla w tym momencie prawie namacalna. Pod koniec drugiej minuty podlechala pod taras taksowka. Powiedzialam cicho do J. - to jest napewno M! I rzeczywiscie. Cisza sie skonczyla. Gdzies z oddali zabrzmial tubylczy hymn, M. wyskoczyla z taksowki i swiat znow ruszyl do przodu. W sobote przeszlysmy przez pol miasta poza turystycznymi sciezkami, zjadlysmy lunch i obiad i gadalysmy, gadalysmy. Przez to, ze i towarzystwo, i piekna pogoda,  a moze i ogolnie wszystko razem sprawilo, ze ten intensywny weekend byl taki normalnie fajny. Po prostu my trzy polskie baby z roznych koncow europy bylysmy sobie razem. Czarownice albo wrozki ( Mackbeth) polaczone w pewnym momencie zycia przez internet. 

22:59, krysiai
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 kwietnia 2018
Wiosna/lato

Atak zimy w marcu wymrozil kwiatki na moim tarasie. Dzisiaj na okolicznosc wolnego dnia po dyzurze i nieprzespanej nocy zabralam sie za sprzatanie. Nic nie robi lepiej na glowe jak szorowanie schodow i wyrywanie jasminu. Jutro nie bede sie w stanie ruszac. Socjologiczny eksperyment z wypisaniem sie z facebooka dziala i zalozenie, ze facebook nie byl mi do niczego w zyciu potrzebny jest nadal poki co potwierdzane. Poza tym bylam w zeszlym tygodniu dwa i pol dnia na sympozium w Lizbonie i zywilam sie pastelami de nata, ktore byly do dostania na kazdym rogu. Lizbona sliczna, portugalski akcent bardzo romantyczny. Bylam za krotko i musze koniecznie tam wrocic. 

18:49, krysiai
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 marca 2018
Do jutra w Amsterdamie

W klubie ksiazkowym czytamy w tym miesiacu Silence (Milczenie) Shasuku Endo. Trudna ksiazka o kaltolicyzmie w siedemnastowiecznej Japonii. Ksiazka filozoficzna, wieloplaszczyznowa i trudna. Ciekawa jestem filmu nakreconego na jej podstawie prze Martina Scorsese. Na szczescie jak skonczylam zmagac sie z problemami portugalskiego ksiedza jak powiew swiezego wiosennego wiatru pojawilo sie ma moim kindlu "Do jutra w Amsterdamie", ksiazka napisana przez blogowa kolezanke Kaatje czyli Agnieszke Zakrzewska. Dobrze przedstawiona historia przygod polskiej Agnieszki w Holandii.  Styl i sposob narracji swiadczy, ze Kaatje jest wielbicielka Lauren Weisberger (miedzy innymi The Devil Wears Prada) i Heleny Mniszkowny. Opis Holandii jest pelen cliché's (zarowno polskich jak holenderskich) co dodaje ksiazce humoru ale rowniez stereotypow. Czytelnicy nie znajacy Holandii dostaja jej stereotypowy, turystyczny obraz, ktory jest dobry na poczatek znajomosci ale ktoremu brakuje glebi. Nie ma to jednak znaczenia bo ksiazka jest o Agnieszce i jej przygodach w kraju tulipanow. Fajnie mi sie te ksiazke  czytalo i bede czekala na dalszy ciag. Kaatje ma zdecydowanie talent obserwacji, poczucie humoru i latwosc pisania. Potrafi rowniez naladowac tekst pozytywna energia co nie jest bez znaczenia. 

A w Amsterdamie atak (ostatni mam nadzieje) beast from East. Zimny przenikliwy wiatr ze wschodu. Goscie w weekend, wizyta w Rijks gdzie jest wspaniala wystawa portretow https://www.rijksmuseum.nl/en/high-society. Rembrandt jest klasa sama w sobie ale po raz kolejny patrze z fascynacja na Velazqueza i Veronese. Udalo mi sie w pelni zresetowac po pracowych glupotach ostaniego tygodnia. 

17:43, krysiai
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 marca 2018
Wiosna

Dwutygodniowy atak zimy mamy za soba. Po trzech dniach szusowania po zamarznietych kawalkach wody Holendrzy zapakowali lyzwy do schowkow. Moj kanal przed domem zamarzl z powodu silnego wiatru tylko w polowie wiec nie usmiechala mi sie zimna kapiel na oczech sasiadow. Moje lyzwy zostaly przez kolejny sezon uspione w garazu. Odbylismy za to okragle urodziny Szanownego i zabralam sie za wiosenne porzadki na tarasie i w domu. W porzadkach dotrzymuje mi towarzystwa para wrobli, ktora uwila sobie gniazdko w wywietrzniku nad oknem. Za kazdym razem jak do okna podchodze wroble uciekaja na rosnace przed nim drzewo i patrza na mnie ze zloscia, ze im przeszkadzam. Ciekawa jestem jak dlugo bedziemy czekac na wrobli przychowek. Poza tym nadal jestem zakochana w moim elektrycznym rowerze i nie wyobrazam sobie, ze moglam zyc bez. Niestety, rower nie sprawil, ze nagle polubilam filie mojego szpitala na drugim koncu miasta. Do tego potrzeba niestety czegos wiecej.

19:20, krysiai
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31