prawdopodobnie same bzdury
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
Noc
Normalnie o tej porze pochrapuje sobie w moim lozku, ale tydzien wakacji w domu troche zaburzyl moj normalny rytm dnia i nocy. 
Wczoraj spotkanie w book club. Nowe kolezanki interesujace. Zobacze jak sie to bedzie dalej rozwijalo. Przed klubowym wieczorem poklocilam sie z mama, ktora znow przyslala mi maila "zadzwon" (litosciwie dodala "to nie alarm"). Zadzwonilam w panice i nie moglysmy sie zupelnie dogadac. Chodzilo o zupelnie bezsensowne pytanie od osob trzecich...
Dzisiaj zebranie w pracy. Mimo urlopu poszlam. Niepotrzebnie. Nikogo nie interesuja moje opinie. 
Identity crisis jak nic. Za pare dni wejde oficjalnie w wiek "aged". W Niderlandach nazywaja ciebie w te urodziny Sarah... Moze powinnam sie cieszyc ale tak do konca nie potrafie.
01:03, krysiai
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Wakacje
Po raz pierwszy od lat nie wyjechalam w moim pierwszym dniu wakacji. Spedzam sobie wlasnie ten tydzien w domu. Wczoraj pomalowalam na czerwono scianke - taki monolicik na trzy i pol pietra. Powiedzialam Szanownemu, ze gdyby nie kolor to by wygladala na scenografie z "2001 Odysei" Kubricka. Dzisiaj doprawilam sie na callanetiksie i nie moge sie ruszac. Jutro udaje sie w teren, oblaskawiac okoliczne sklepy (podobno mamy fantastyczny bio supermarket za rogiem). Wieczorem ide na moje pierwsze spotkanie w lokalnym book clubie. Postanowilam rozszerzyc moj krag znajomych. Kobiece kluby mnie generalnie nigdy nie pociagaly ale mysle, ze moge sprobowac. Nawiazujac do komentarzy pod poprzednim wpisem, nazwiska klubowiczek sa bardzie ex-pat/import ale nigdy nie wiadomo.  Ciekawa jestem kto w mojej mlodej, hype dzielnicy mieszka i na dokladke czyta. Klubowa ksiazke udalo mi sie przeczytac wiec jestem przygotowana. Potem jeszcze pranie i prasowanie i zebranie w pracy i odebranie Szanownego z lotniska w piatek wieczorem. W sobote o swicie wsiadamy w samolot w kierunku Lanzarote - najblizej polozone cieple miejsce o tej porze roku. Mam bardzo mile wspomnienia stamtad sprzed lat. Bedziemy siedziec w domku nad basenem i przez tydzien robic nic. Zabieram ze soba 1Q84 Murakamiego, ksiazke ktora przytargalam z NYC a nie mialam kiedy jeszcze otworzyc. 
21:21, krysiai
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 stycznia 2012
Wtorek
Dzisiaj bylo juz duzo lepiej. Po raz pierwszy po przeprowadzce pojechalam do pracy na rowerze. Kolega chirurg obudzil sie po operacji i zaczal cos marudzic o cotygodniowym omowieniu nowotworowych pacjentow - czyli wyglada na to, ze sie zupelnie nie zmienil :))
Oswajam dom i czuje sie tutaj coraz mniej jak na wakacjach...


22:34, krysiai
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Dzien jak co dzien
Jaki mialas dzien? -  zapytal mnie wlasnie Szanowny. Fantastyczny - odpowiedzialam. Jak pewnie zauwazyles zamiast na rowerze, co sobie wczoraj obiecalam, pojechalam znow do pracy samochodem. Pierwsza poranna informacja bylo, ze moj kolega chirurg zostal ostatniej nocy na ostro zoperowany na tetniaka mozgu (i nie potrafie przejsc nad tym do porzadku dziennego). Potem szukalam sali gdzie mialam znieczulac, bo ktos w trakcie weekendu poprzestawial program tak, ze nie wiadomo bylo co i gdzie. Potem wszystko przebiegalo zgodnie z planem do momentu kiedy poklocilam sie kolega o kolejne zmiany w programie operacji. Na popoludniowym omawianiu pacjentow uswiadomilam naszemu rezydentowi ignorancje. Nie zeby mu sie nie nalezalo, ale zrobilam to zupelnie swiadomie (wiedzialam, ze on nie bedzie w stanie odpowiedziec na moje pytania bo nie doczyta potrzebnych informacji). Na koniec odbylam bardzo interesujace i inspirujace multidyscyplinarne zebranie. Po tym wsiadlam w samochod i pojechalam do domu. Czyli dzien jak co dzien. Potem zapytalam Szanownego o jego dzien.
Dobrze, ze ten moj juz sie konczy. 
19:11, krysiai
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 stycznia 2012
Sztorm
Odwiozlam dzisiaj rano mame na lotnisko. Na pozegnanie powiedziala, ze powinnam sobie zaplanowac wizyte w Warszawie. Jak juz dojde do siebie, naciesze sie domem i zapomne o miotajacych mnie w tej chwili uczuciach to moze pomysle o odwiedzinach w Polsce. Narazie czuje sie jakby przejechal po mnie walec. No wiec tak. Odwiozlam mame na lotnisko, potem poszalam do mojej starej silowni na aerobik i robiac zakupy spotkalam starych sasiadow. Ponarzekali na nowych wlascicieli mojego starego domu i ich planach rozbudowy. Zal mi ich (nowych wlascicieli). Sasiedzi sa z gatunku pitbulli. 
W Amsterdamie zimowy sztorm. Wlasnie lapalam uciekajace po tarasie dwa ogrodowe fotele i uratowalam zycie konewce, ktora probowala sie utopic w naszym kanalku. Teraz ide na kanape czytac zalegle gazety i odreagowywac. Uprzedzilam Szanownego, ze jak wroci do domu i zastanie mnie w stanie wskazujacym to ma sie nie dziwic. Obiadu nie musze gotowac, bo zrobilismy wczoraj na dwa dni.
13:13, krysiai
Link Komentarze (5) »
środa, 28 grudnia 2011
Dwa dni do nowego roku
To ja, zaglaskana prawie na smierc przez mame, ktora od szesciu dni nie daje mi nawet centymetra prywatnej przestrzeni. I na dokladke praca dala mi dodatkowy dzien wolny, co z dyzurami i dniami wolnymi po dyzurach pozwalaloby mi cieszyc sie nowym domem gdybym mogla troche oddychac. Mama w drodze z lotniska nagle zapytala, a dlaczego tak dlugo jedziemy i po otrzymaniu odpowiedzi, ze mamy dla niej niespodzianke, przeszla nad tym do porzadku dziennego i kontynuowala inny, zaczety przez siebie temat. Kontynuacje te przerwala na chwile, ze by obejzec dom i wyrazic swoja na jego temat opinie. A potem bylo juz zupelnie normalnie tak jakby sie nic nie stalo. Siostra Szanownego i moja nowojorska rodzina nie mogli uwierzyc, ze mama nie zapytala dlaczego, ani nie byla zla, ze ona nic nie wiedziala o naszych poczynaniach z ostatnich paru miesiecy...

Swiata za nami. Jeszcze dwa dni  i zaczniemy nowy rok.  Zobaczymy co on przyniesie.
Wszystkim zagladajacym tutaj zycze fantastycznego nowego, dlugiego (bo przestepnego) roku.




18:07, krysiai
Link Komentarze (7) »
czwartek, 22 grudnia 2011
Dwa dni do swiat
Starajac sie ograniczyc do minimum zakupy poszlam robic je dzisiaj zeby nie zostawiac na ostatnia chwile. Nakupilam jedzenia chyba na jakies pol roku. Kto to wszystko wchlonie? Na szczescie nowa zamrazarka jest dosc pokazna. Do swiat dwa dni a w Amsterdamie kwitna wisnie... Mama przylatuje za kilka godzin...
14:12, krysiai
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 grudnia 2011
Przeprowadzka
Przeprowadzilismy dom. Na szczescie z pomoca szesciu krasnoludkow. Boze, jak te chlopaki strasznie ciezko pracuja. Ja tylko pokazywalam palcem co i gdzie, a padlam wlasnie na kanape pomiedzy sterta pudel. Szanowny podlaczyl internet, ja poslalam lozko. Nawet udalo mi sie oszukac zlapany w NYC jetlag. Ide spac. Pudla poczekaja na jutro. 
22:05, krysiai
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Nowy dom
Nowy dom w porownaniu ze starym jest olbrzymi. Trzy pietra i garaz w piwnicy. Zamiast dac zarobic panu Wiesiowi, Januszowi czy Leszkowi (polscy chlopcy zlote raczki), albo nawet M. synowi przyjaciol, ktory jest po architekturze wnetrz i pare lat temu zrobil nam piekne schody i balustrade na tarasie, zabralismy sie sami za maly remoncik. Niby nic takiego - troche malowania, zburzenie scianki dzielacej dwa pokoje, otynkowanie dziury po sciance, wyniesienie scianki w kawalkach do garazu, zaladowanie polowy scianki (wiecej by nie udzwignal) do samochodu, dzisiaj rano wywiezienie scianki na wysypisko, malowanie, malowanie i jeszcze raz malowanie (trzy sciany - dwie warstwy farby). W miedzyczasie odrobilam 72 godziny dyzuru i na szczescie ciagali mnie tylko w sobote poznym wieczorem. Bola mnie wszystkie miesnie. Czuje sie tak jakbym przebiegla maraton. Nie poszlam dzisiaj po poludniu na aerobik bo podpieram sie nosem po kolejnym dniu ciezkiej charowy, a musze sie brac za pakowanie kuchni, ktore na szczescie zaczelam wczoraj. Zeby sobie nikt nic innego nie pomyslal Szanowny bierze we wszystkim aktywny udzial i zostanie od czwartku sam na tym calym pobojowisku bo ja sie oddalam do NYC. Bede sie zajmowala kupowaniem prezentow pod choinke i odswierzaniem swojej garderoby. Wszytko to oczywiscie w czasie wolnym pomiedzy sesjami na konferencji, na ktora sie wybieram. 
Dzisiaj wieczorem mam zamiar dla odmiany nie robic nic, to znaczy po trzech dniach dyzurowej abstynencji pic wino i zajmowac sie pracami kreatywnymi - robieniem kartek swiatecznych i ogladaniem Masterchef na BBC. Nie rusze sie za nic z kanapy. Pakowanie nie zajac.   
18:11, krysiai
Link Komentarze (12) »
wtorek, 29 listopada 2011
Jutro
Jutro o 15:00 odbieramy klucze do nowego domu. Potem jedziemy do notariusz podpisywac rozne cyrografy. Potem wracamy do nowego domu oblewac w gronie rodzinnym. Zapakowalam dwa pudla do zabrania. W jednym szampan i zakaski, w drugim papier toaletowy, plyn do mycia naczyn i scierki do odkurzania. Szanowny popatrzyl na to wszystko z dziwnym wyrazem twarzy. Zastanawiam sie czy poprzedni wlasiciele zostawili nam lodowke....
22:30, krysiai
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31