prawdopodobnie same bzdury
RSS
środa, 27 lutego 2019
Przenioslam sie na WordPress

Wczoraj potknelam sie o wiadomosc o zamykaniu bloxa. Straszna szkoda bo przyzwyczailam sie do tej platformy przez te wszystkie lata pisania. Gazeta zasugerowala  przeniesienie sie z blogiem na WordPress. Zrobilam to wczoraj. Prawie wszystko (z wyjatkiem komentarzy) zostalo automatycznie skopiowane i przeniesione. 

Moj blog bede nadal prowadzila. Nazywa sie My World i pisze go nadal jako krysiai. 

09:30, krysiai
Link Komentarze (13) »
wtorek, 26 lutego 2019
Luty 2019

Koniec lutego. Dzien wolny po duzurze. Ugotowalam obiad, posprzatalam dom i siedzialam na tarasie w sloneczku pijac kawe i czytajac gazety. Klimat zwariowal. Normalnie o tej porze powinnismy smigac na lyzwach po zamarznietych kanalach. Warszawa dwa tygodnie temu. Polecialam zobaczyc co sie dzieje. Mama jest coraz starsza i porozumiewanie sie przez telefon mnie nie uspokaja. Spotkanie z przyjaciolmi. Morze wypitego wloskiego wina. Wszyscy maja te same problemy ze starzejacymi sie rodzicami. Tata przyjaciolki jezdzi samochodem po Warszawie z predkoscia 35 km na godzine. Mama przyjaciela jezdzi samochodem chociaz wszyscy twierdza, ze nie powinna (juz od lat). Wszyscy starsi panstwo walcza ze smartfonami - z tym jestem na codzien konfrontowana. Rozmowy o polityce. Zapewne moje wizyty w Warszawie beda coraz czestsze - KLM gold here I come! Postanowilam nie zastanawiac sie i nie planowac na zapas. Zycie pisze swoje scenariusze i moj wplyw na to jest znikomy. 

17:49, krysiai
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Kto rano wstaje

 

Pierwsza tego roku pelnia i towarzyszace jej zacmienie ksiezyca bylo tym razem o wczesno porannej godzinie. Wsiadlam o swicie na rower i zacmiony ksiazyc towarzyszl mi w drodze do szpitala na drugim koncu miasta. Mroz, puste ulice, dwa duze parki. Z takim ksiezycem moglabym zawsze zaczynac dzien. Szanowny zawsze twierdzi, ze jestem lunatykiem... 

Weekend spedzilismy w Londynie co pozwolilo mi zresetowac glowe. Ostatnie odwiedziny przed Brexitem (chociaz kto wie moze wszystko sie odkreci) zakupy na Oxford i Regent street, British Museum, obiad na miescie, spacery z psem i gadanie do poznej nocy.  Zalozylismy z Londynskimi przyjaciolmi na Signal (app ktory uzywam zamiast whats app) grupe, ktora nazwalismy wieloznacznie "remain". 

Mama nadal walczy ze smartphonem. 

2019 zaczal sie na dobre.

18:15, krysiai
Link Komentarze (14) »
czwartek, 20 grudnia 2018
Aldek

Pod koniec marca 1994 wpadlam na niego pod moim domem na Zlotej. Czesc, bedziemy sie zegnac, jutro wyjezdzam. Szkoda Kryska, jestes za fajna na ten kraj w depresji. Zupelnie przypadkiem byl on ostatnim pracowym kolega ktorego widzialam przed wyjazdem. Doskonale pamietam dyzury w klinice na Starynkiewicza. Jak nic nie bylo do zrobienia to przesiadywalismy calym zespolem, godzinami, w dyzurce przy sali porodowej i gadalismy nie tylko o glupotach. Wspolne dyzurowe kolacje. Nie znosil szpitalnego jedzenia. Czesto zamawial pizze, albo jedlismy hamburgery z otworzonego niedawno w Jerozolimskich McDonalda. Bylam na pracowym przyjeciu u niego w domu pod Warszawa, gdzie zostalismy wszyscy na  noc bo nikomu nie chcialo sie pod wplywem wracac do miasta. A potem juz z daleka sledzilam jego kariere. Czytalam wywiady, w ktorych rozpoznawalam tego samego czlowieka, ktorego znalam. Z jego  niewyparzonym jezykiem, bezkompromisowoscia, ktora pewnie czesciej mu szkodzila niz pomagala, czlowieczenstwem. 

Dzisiaj po poludniu pod koniec dnia otworzylam w internecie wiadomosci z Polski i zobaczylam czarno biale zdjecie. Aldek, prof. Romuald Debski. Za wczesnie. 

18:30, krysiai
Link Komentarze (6) »
wtorek, 18 grudnia 2018
Zimna wojna
Tak jak już pisałam na okoliczność grypy nie poszłam na zimna wojnę w trakcie ostatniej wizyty w Warszawie. Film obejzalam w domowych pieleszach w Amsterdamie. Pierwsze wrażenie takie sobie. Mało przekonywujący bohaterowie, za dużo skrótów historyczno okolicznościowo myślowych. Ale jest tez piękna muzyka, która zostaje w głowie. Dwa serduszka.... A potem to już tylko czytałam komentarze i wywiady. Nie wyobrażam sobie, zeby ktokolwiek spoza „ bloku” zrozumiał więcej z filmu niż pospolity romans w trudnych czasach. Niemniej życzę filmowi jak najlepiej w wyścigu do Oskarów.
22:47, krysiai
Link Komentarze (9) »
środa, 05 grudnia 2018
Grudzien w Warszawie

Cztery i pol dnia w Warszawie. Przylecialam z opoznieniem i z grypa. Nikt na mnie nie czekal bo mama myslala, ze przylatuje dzien pozniej. Nie spotkalam sie z przyjaciolmi, nie poszlam na Zimna Wojne, nie zobaczylam ani kawalka miasta poza droga z i na lotnisko i bardzo na szybko Galeria Mokotow. Co zrobilam? Przesiedzialam glownie u mamy na kanapie kurujac grype. Wydalam z mama proszony obiad dla rodziny. Uaktualnilam system operacyjny w mamy komputerze, przedluzylam jej prenumeraty wyborczej i polityki, i uczylam ja obslugiwania swierzo przez nia nabytego smartfona. Ja sie na nauczycielke nie nadaje i chemii pomiedzy mistrzem (trzynia) a uczniem bylo malo. Nie bede sie wdawala w szczegoly ale czarno widze przyszlosc wspolpracy mamy ze smartfonem. Upralam firanki, zreperowalam wyrwane dzwiczki w bioreczku, urwana klamke, wymienilam przepalona zarowke, zamowilam plyn z lanolina do prania dywanow, wymienilam w roznych urzadzeniach pare setow starych baterii. Poza tym obejzalam gazylion wiadomosci z tvn i pokiwalam glowa nad niezsychronizowanymi wypowiedziami prezyndencika na Barborke i premierka na szczyt zmniejszanie emisji w Katowicach. 

Wnioski: czuje sie jakbym przebiegla maraton z grypa. Okropnie tesknilam za Szanownym i moim zrownowazonym zyciem. Nigdy wiecej nie jade chora do Warszawy. 4.5/24 z mama nie robi mi dobrze na glowe.

18:50, krysiai
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 listopada 2018
11 listopada

Amerykanski prezydent pomylil adresy. Powinien zamiast do Paryza pojechac do Warszawy. Czytam gazety i zastanawiam sie nad kolem historii. Zakonczenie pierwszej wojny swiatowej obudzilo demony, ktore po dwudziestu latach zaowocowaly druga wojna. Madre slowa prezydenta Francji. A w Warszawie rzad paraduje (wlasciwie to polaczyl sie) z polskimi nacjonalistami i wloskimi faszystami. Pilsudski  przewraca sie w grobie.

13:18, krysiai
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 września 2018
Puszka Pandory ciag dalszy

 Wczoraj dzien wolny po dyzurze. Piekny, sloneczny, pachnacy jesienia dzien. Wszytko co zaplanowalam udalo sie pozalatwiac, wrocilam szczesliwa do domu, usiadlam przeczytac gazete i w tym momencie przyszedl tekst od przyjaciol od nurkowania, z ktorymi spotykamy sie w polowie pazdziernika na lotnisku w Singapurze. Miejsce gdzie planowalismy nurkowac przez dwa tygodnie przestalo istniec. Trzesienie ziemi i fala tsunami wywolana tym trzesieniem, zmyla nasz wakacyjny nurkowy hotel. Trzesienie ziemi i tsunami w okolicy Palu na wyspie Sulawesi w Indonezji pochlonelo, na obecna chwile, okolo 400 ofiar i zniszczylo infrastrukture z zatoce i wzdluz wybrzeza. Kolejna, niewyobrazalna tragedia. Nie do przewidzenia, nie do ogarniecia. Uswiadamiajaca nam, ze natura nie liczy sie z niczym.  Mysle o miejscu, w ktorym mialam byc i nie bede. Powinnam sie cieszyc, ze lut szczescia i tak dalej, ale nie potrafie.  Siedzielismy dzisiaj po poludniu i przerezerwowalismy wakcje. W  przyszlym tygodniu wyjezdzamy. Najpierw Australia a potem nadal Indonezja, nadal nurkowanie. Jestem okropnie zmeczona i bardzo, a to bardzo tych wakacji potrzebuje. 

 

00:32, krysiai
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
Puszka Pandory

Moje zycie jest generalnie poukladane, nudne i nie obfituje w dramaty. Dokladnie tydzien temu, mniej wiecej o tej porze wyruszylismy na lotnisko. W planie weekend na Mazurach. Z jakichs sobie tylko wiadomych powodow otworzyla sie puszka Pandory. Lot do Warszawy byl z powodu deszczu opozniony dwie i pol godziny. U mojej mamy wyladowalismy kolo pierwszej w nocy. Najpierw musialysmy sobie pogadac i spac poszlam bardzo jak dla mnie po czasie. W Warszawie byl upal. W piatek rano postanowilam szybko, przed wyjazdem na Mazury, zainstalowac update systemu operacyjnego w mamy komputerze. "Szybko" zajelo trzy godziny, w czasie ktorych Szanowny dostal migotania przedsionkow, a moja mama minela sie kuzyneczka, ktora pojechala odebrac z pociagu na Centralny. Nawigacja wyslala nas przez las i pola ale szczesliwie udalo nam sie dotrzec nad jezioro przed burza, na ktora sie po drodze zaczelo zbierac. Dom przyjaciol zastalismy zamkniety. Okazalo sie, sa w Olsztynie bo ich miniaturowa jamniczka postanowila rano zaatakowac wilczurke sasiadow. Wilczurka sie odgryzla i sprawa sie skonczyla u weterynarza. Nad jeziorem rozszalala sie burza. Przyjaciele wrocili z pogryzionym psem. Szanowny poszedl sie zdrzemnac,  ja usiadlam z przyjaciolka pogadac o starych polakach, a jej maz udal sie do najblizszego miasta po prowiant. Wrocil dwie godziny pozniej bez portfela. Zastrzezenie kart, dowodu osobistego, telefon z banku, ze portfel sie znalazl (co prawda bez gotowki, ktora w nim byla). Poszlismy spac. W sobote padal do popoludnia deszcz. Mama zadzwonila zebysmy sprawdzili w internecia dojazdy do Waszawy bo z soboty na niedziele bedzie cwiczona defilada na dzien wojska polskiego. Sprawdzilismy i wyszlo na to, ze nie mamy sie czym przejmowac. W sobote po poludniu poszlismy pochodzic po lesie, a potem, wieczorem nad jeziorem rozszalala sie kolejna burza, ale szybko przeszla i usiedlismy z Szanownym (ktoremu przeszlo migotanie przedsionkow) i bez przyjaciol (pojechali po raz kolejny do weterynarza) do ogladania spadajacych gwiazd. Niebo bylo piekne z perseidami i mleczna droga. W niedziele, po kawie, pojechalismy do Warszawy. Bez przygod, korkow, wojskowych defilad, po obiedzie u mamy wsiedlismy do samolotu i planowo wyladowalismy w Amsterdamie. Puszka Pandory sie zamknela. 

Pies ma sie lepiej i wyglada na to, ze przezyje. Mama obrazila sie na mnie za caloksztalt. Moje zycie wraca do normy. I bardzo, a to bardzo potrzebuje wakacji. Jeszcze poltora miesiaca. 

18:53, krysiai
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 czerwca 2018
Pelnia ksiezyca

Ksiezyc, szczegolnie ten w pelni uwielbiam. W zdjeciach Szanownego jest przepiekna fotografia ksiezycowej pelni z Indonezji. Czytam czasami bloga Luci z dziennikow i jak bumerang powraca u niej temat wplywu pelni ksiezyca na zachowanie ludzi, a w szczegolnosci jej osobistego Wlocha. Nigdy sie nad pelnia ksiezyca w tym kontekscie nie zastanawialam. Do ostatniego wtorku. Kolega z kardiologii urzadzil mi karczemna awanture dokladnie o niewinnosc. Chociaz on by sie ze mna oczywiscie nie zgodzil. Awanture (patrz jego podniesiony glos) i komentarze co on mysli o oddziale anestezjologii slyszalo cale pietro naszego trzyskrzydlowego szpitala. Powiedzialam mu, ze nie mam ochoty sluchac jego krzykow i ze w ten sposob nie bedziemy sie komunikowac, odwrocilam sie na piecie i poszlam sobie tam gdzie musialam pojsc. Poczekalam dwa dni zeby przyszedl ze mna porozmawiac i mnie przeprosil. Cisza. Napisalam wiec obyczajnego maila do wszystkich zainteresowanych z wyjasnieniami i propozycjami zmian w procedurach. Kolega odpowiedzial prawie natychmiast nadal mieszajac mnie i moj oddzial z blotem. Ciag dalszy nastapi. A ja zastanawiajac sie co koledze odbilo doszlam do wniosku, ze musi to miec cos wspolnego z pelnia ksiezyca. W Amsterdamie lato, upal i niebieskie niebo. Pelnia ksiezyca byla do ogladania w calej swojej krasie. 

18:41, krysiai
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43