poniedziałek, 14 maja 2012
Ogrodek
Ogrodek w nowym domu mam malutki. Osiem na cztery metry nad woda. Kupilam w zeszlym tygodniu pare pnaczy i wisterie i w weekend zabralam sie do sadzenia. Czyszczac z chwastow i trawy kawalek przy scianie odkrylam, ze cale trzydziesci metrow kwardratowych ogrodka porosniete jest interesujaca kombinacja chwastow z olbrzymia przewaga perzu. W sobote wyczyscilam kawalek, w niedziele kolejny i zostala jeszcze polowa. W samochodzie leza worki korzeni perzu gotowe do wywiezienia. Cale szczescie, ze w ogrodku oprocz perzu nic innego nie rosnie (poprzednia wlasciciele naszego domu niec w nim przez dwa lata nie robili) wiec moge wyrywac jak leci. A potem tylko trzeba bedzie polozyc taras, posadzic drzewko, roze i inne krzeczki. Bola mnie wszystkie miesnie i chyba zrezygnuje dzisiaj z aerobiku. Jade wyrzucac chwasty i kupowac ziemie. Do skrzyni na kwiaty potrzebuje 480 litrow (12 workow)....
czwartek, 10 maja 2012
Zapeszylismy
Dwa dni temu po raz pierwszy poczulam zapach wiosny. Rok temu w trzydziestopniowych upalach siedzielismy na tarasie. W tym roku zimno i deszczowo. Zapeszylismy jak nic kupujac lodke jeszcze przed poczatkiem sezonu... Bylam przez ostatnie pare tygodni okropnie zajeta. Szanowny zrobil szafe na buty, walizki i inne takie pod schodami i musialam mu w tym pomagac malujac drzwi, a potem sciany, a potem caly ten kat z szafa doprowadzac do porzadku. Dzieki tej akcji odgruzowalismy pokoj goscinny i moj pokoj do pracy. Potem pojechalam na tydzien na konferencje do Bostonu, ktory mnie calkiem zauroczyl. Interesujaca i swietnie wywazona kombinacja wiktorianskiej Anglii z amerykanska megalomania. Na zdjeciu prawie cala skyline Boston.
Poza tym kupilam dzisiaj roslinki do ogrodka i na taras. Od soboty zajme sie odchwaszczaniem i sadzeniem. I wlasnie zdecydowalam, ze moj pokoj do pracy bedzie czarno-bialy.
środa, 18 kwietnia 2012
"Bomba w Krasnopolskim"
Wczoraj testowalismy w moim szpitalu protokol, ktory koordynuje prace w czasie roznego rodzaju katastrof. Oficjalne cwiczenia odbywaja sie raz na jakis czas i ich scenariusz jest jak najbardziej realistyczny z aktorami grajacymi ofiary i jak najbardziej powaznym testowaniem szpitala - od izby przyjec poprzez intensywna terapie i blok operacyjny, radiologie, transport pacjentow, system rejestracji i.t.p. Wszystko to jest obserwowane pod katem funkcjonowania protokolow ze szczegolnym naciskiem na szukanie slabych ogniw w systemie w celu ich poprawienia. Wczoraj wieczorem okazalo sie po raz kolejny, ze na przyklad anestezjolodzy czekajacy na ofiary w szesciu salach operacyjnych bardziej by sie przydali na izbie przyjec bo tam brakowalo lekarzy, bo i tak chirurdzy nie byliby w stanie zapewnic zespolow do operowania... Turlalismy sie ze smiechu sluchajac ogolnie dostepnych rozmow przez krotkofalowki, ktore po raz kolejny nie zdaly egzaminu. Na szczescie bomba w hotelu Krasnopolskim nie wybuchla i po trzech godzinach cwiczen moglismy sobie pojsc do domu. W mailu od Szanownego znalazlam wczoraj ten filmik, ktory jest calkiem a propos. Lyl, ty pewnie go znasz:
sobota, 07 kwietnia 2012
Wiosna
Wczoraj w pracy czytam mail od Szanownego. "Bedziemy mieli kaczuszki! Kaczka zalozyla sobie gniazdo pod schodami z tarasu do ogrodka i siedzi na trzynastu jajach." Wszystko to fajnie ale my tych schodow uzywamy a kaczce sie to okropnie nie podoba. Mlode pojawia sie za jakies trzy-cztery tygodnie. Jak dorosna bedzie jak znalazl na boze narodzenie, tylko ze one juz pewnie u nas nie beda mieszkac tylko pojda (poplyna) sobie w swiat ;-)
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Takie tam rozne
Kwiecien plecien.... Po wspaniale wiosennym koncu marca zrobilo sie chlodniej. W ostatni weekend bylam na sympozjum w Roterdamie i chodzilam po miescie w zimowym plaszczu. Ciesze sie bo moge poki co odwlec urzadzanie tarasu i ogrodka. Nie mam pomyslu ani natchnienia i czekam zeby cos na mnie splynelo. Ogladam rozne obrazki w sieci ale nic mi specjalnie nie pasuje. Jestem zmeczona. Zima i zaczynajaca sie menopauza. Juz dawno nie zdarzylo mi sie tak wsluchiwac w swoj organizm i tak dawac sie oszukiwac. Myslisz, ze to juz, a guzik, jeszcze nie i za kazdym razem inaczej. Budze sie ostatnio co nocy najpierw o drugiej, a potem o czwartej zlana potem zeby o wpol do piatej trzesc sie z zimna. Juz to pare miesiecy temu to przerabialam i samo po paru dniach przeszlo. Poza tym upadlam zupelnie na glowe. W nowym domy mamy wanne z biczami wodnymi i innymi takimi glupotami. Zamarzyla mi sie wczoraj kapiel. Najpierw wanne wyszorowalam i przeplukalam caly system. Potem przez duza czesc popoludnia sie pluskalam, masowalam plecy i tak dalej. Potem swiecaca czystoscia poszlam czytac o myciu tych ustrojstw. Kiedy doszlam do legionelli (taka obrzydliwa bakteria rosnaca w stojacej cieplej wodzie, i szczegolnie majaca upodobanie do basenow, jacuzzi i inny whirpooli) nogi sie pode mna ugiely. Bo jezeli to cos w mojej wannie siedzialo, a ja tego solidnie przed uzyciem nie wyplukalam...Dzisiaj boli mnie ze zdenerwowania (albo od legionelli) glowa i brzuch... Na szczescie to paskudztwo jest do zabicia antybiotykami. Najwazniejsze jest nie przegapic objawow. Ide sie wsluchiwac w moja menopauze i legionelle i pic czerwone wino. Na menopauze i legionelle nie pomoze ale na moje stargane nerwy jak najbardziej ;)
niedziela, 18 marca 2012
Lodka
Kiedy lata temu zeglowalam po Mazurach nie przyszlo mi do glowy, ze kiedykolwiek bede kupowala lodke. W zwiazku z przeprowadzka do domu nad woda z wlasnym pomostem pojawil sie temat lodki. Szanowny jako ze Holender poruszanie sie po wodzie ma we krwi chociaz nigdy wlasnego wodnego pojazdu nie posiadal. Mnie udalo sie odgrzebac moja ksiazeczke zeglarska mimo, ze na nic tutaj sie nie przyda bo nie kupilismy zaglowki. Lodka nazywa się po holendersku "sloep", ma piec metrow z kawalkiem i elektryczny motor. Zostala do nas dowieziona i zwodowana w czwartek. Odbylismy rowniez krotki rejsik po okolicznych kanalkach. Nasz kawalek miasta wyglada od strony wody zypelnie inaczej niz z ladu. Teraz tylko czekam na wiosne i troche wolnego czasu. Pisze to wszystko z dyzuru, a za oknem popaduje deszczyk. Przyszly tydzien ma byc cieplejszy :-)
środa, 29 lutego 2012
Speechless
Jestem okropnie zla na siebie. Od lat mam kolege, ktorego ego przerasta Empire State building. I tak jest od zawsze i nie powinnam sie dawac zwodzic pozorom, ze bedzie kiedykolwiek inaczej. Tylko, ze mnie sie od jakiegos czasu zaczelo wydawac, ze on sie zmienia, ze sie robi taki bardziej normalny i kontaktowy. Guzik prawda. Dzisiaj okazalo sie, ze nic z tego. Jest jaki jest i nic go nie zmieni. A ja tylko moge byc zla na siebie, ze stalam sobie dzisiaj po poludniu totalnie speechless i nic nie moge na to paradzic....Ciete riposty przyszly duzo za pozno.
czwartek, 23 lutego 2012
Wieczor w klubie
Jakis czas temu jeden z dwoch akademickich szpitali w Amsterdamie zaprosil paru holenderskich pisarzy do odwiedzenia wybranych przez nich oddzialow. Odwiedziny mialy na celu zebranie materialu do napisania ksiazek ze szpitalem i oddzialem jako tlem. Ksiazek powstalo trzy. Jedna z nich napisana przez Anne Enquist nazywa sie Verdovers (znieczulacze) i dzieje sie na oddziale anestezjologii. Moj pracowy kolega (sasiad i bardzo dobry znajomy pisarki) zrobil merytoryczna korekte tej ksiazki i przez niego kazdy z nas dostal kopie z dedykacja autorki. Anna Enquist jest nie tylko pisarka ale rowniez lekarzem psychiatra specjalizujaca sie w psychoanalizie. Wczoraj wieczorem w amsterdamskim klubie akademickim odbyla sie debata - psychoanaliza i nauka. Anna Enquist debatowala z powyzej wzmiankowanym moim pracowym kolega. Poszlam posluchac bo bylam ciekawa nie tylko dyskusji ale rowniez miejsca gdzie sie odbywala. Klub akademicki miesci sie w starej czesci miasta i jest czescia amsterdamskiego uniwersytetu. Jego czlonkiem mozna zostac gdy sie na uniwersystecie studiowalo lub jest sie wprowadzonym. Wczoraj wszyskie miejsca byly "wyprzedane". Debata byla interesujaca, dyskusja po niej rowniez. Bylo nas paru anestezjologow pomiedzy psychiatrami i jak sie okazalo rowniez czlonkami klubu zupelnie spoza branzy. Wieczor zakonczyl sie obiadem, w trakcie ktorego rozmowy toczyly sie wokol anestezjologii i psychoanalizy i zadziwiajaco wielu podobienstw pomiedzy tymi wydawalo sie bardzo roznymi specjalnosciami. Bylo bardzo intelektualnie i tradycyjnie. Atmosfera przypominala angielskie kluby uniwersyteckie, a i pogoda wieczorem byla tez bardziej angielska - padal deszczyk i zacinal silny wiatr.
wtorek, 07 lutego 2012
Elfstedentocht
Lubie jezdzic na lyzwach ale nie tak fanatycznie jak normalnie trzezwo myslacy i twardo stapajacy po ziemii Holendrzy. Drugi tydzien trzyma mroz i jest sucho, z wyjatkiem ostatniego piatku gdzie 10 cm sniegu sparalizowalo caly kraj co pieknie opisala u siebie Sad. Ale nie mialo byc o paralizu tylko o lyzwach. Mrozi, sucho, malo wiatru - cudowne wrecz warunki do powstania wspanialej, najlepszej z mozliwych gatunkowo, pokrywy lodowej na wodzie, ktorej to jak wiadomo w Holandii nie brakuje. A jak lod, to lyzwy, a jak lyzwy to nie takie tam slizganie sie ale powazne zawody na naturalnym lodzie. Cala Holandia z zapartym tchem czeka czy sie odbedzie on - "Elfstedentocht" (http://pl.wikipedia.org/wiki/Elfstedentocht). Nawet mowi sie, ze moze wyjatkowo w niedziele - Fryzja jest bardzo religijna czescia kraju i niedziele powinno sie spedzac miedzy innymi w kosciele. Ktos dzisiaj w pracy wpadl na wspanialy pomysl, zeby trasa przez kosciol przebiegala wiec lyzwiarze bede zmuszeni przez kosciol przyklunowac (co to jest klunowanie zobacz w linku). A tak serio to zobaczymy. Poki co tez z zapartym tchem sledze. Skate fever tez mi sie udzielila :)
piątek, 27 stycznia 2012
Noc
Normalnie o tej porze pochrapuje sobie w moim lozku, ale tydzien wakacji w domu troche zaburzyl moj normalny rytm dnia i nocy. Wczoraj spotkanie w book club. Nowe kolezanki interesujace. Zobacze jak sie to bedzie dalej rozwijalo. Przed klubowym wieczorem poklocilam sie z mama, ktora znow przyslala mi maila "zadzwon" (litosciwie dodala "to nie alarm"). Zadzwonilam w panice i nie moglysmy sie zupelnie dogadac. Chodzilo o zupelnie bezsensowne pytanie od osob trzecich... Dzisiaj zebranie w pracy. Mimo urlopu poszlam. Niepotrzebnie. Nikogo nie interesuja moje opinie. Identity crisis jak nic. Za pare dni wejde oficjalnie w wiek "aged". W Niderlandach nazywaja ciebie w te urodziny Sarah... Moze powinnam sie cieszyc ale tak do konca nie potrafie.
|
|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|